Rasa: Hybryda
BFF: -
Partner/ka: gotta be kiddin me
Ekwipunek: telefon
Ubiór: Stara się nadrabiać za trendami
Rodzaj spożywanej krwi: ludzka
♥: -
Dołączył: 15 Paź 2011 Posty: 131 Skąd: Mystic Falls
Wysłany: 2012-02-07, 23:30
Spojrzał na czarny zegarek, który spoczywał na jego lewej ręce, tak to chyba jedna rzecz, która przypominała mu, że czas płynie nawet wtedy kiedy wydaję się, że to nie możliwe, kiedy mamy wrażenie iż chwila stoi w miejscu. Kolejna wskazówka przesunęła się przypominając Nikowi o kolejnej godzinie bez wieści od Charlotte. Przecież jest już dużą dziewczynką, czyż nie? Właściwie to jest najpiękniejszą kobietą jaka mogła chodzić po świecie, przynajmniej dla niego. Generalnie zawsze wszystko czego pragnął Nik było „od tak, chcę i mam”, ale ona ta kobieta sprawiała, że cokolwiek się nie działo była dla niego najważniejsza mimo tego, że nigdy nie mogła się zdecydować na niego czy jego brata. Przecież w normalnej sytuacji po prostu by sobie odpuścił i po pierwszym momencie mówiąc sobie, że nie jest jego warta, ale jej czekoladowe oczy, które właśnie sobie wyobrażał sprawiały, że mógłby... wszystko. Tak, to fakt Charlotte też była święta w tych sprawach, mimo tego jak mocno ranił ją Nik nigdy się nie poddawała i kiedy wszyscy się od niego odsunęli ona zostawała, pocieszając go i dając mu nadzieję. Oparł ręce o brodę rozmyślając o wszystkich sprawach.... Był idiotą, tak naprawdę wszystko co dobre w swoim życiu zawdzięczał Charlotte, a jedyne jak potrafił jej się „odwdzięczyć” to zmienić ją w wampira, sprawić by powoli zaczęła nienawidzić samą siebie... Tak to było bez sensu, ale kochał ja tak bardzo, że pragnął dla niej jak najlepiej, a uznał to za najlepsze co mogło ją wtedy spotkać. Przez jeden moment nawet przeszło mu przez myśl wymazanie wspomnień Charlotte o nim i oddanie jej Elijahowi, tak z jego bratem byłaby znacznie szczęśliwsza, tak jakieś tysiąc lat temu kiedy nawet by nie pomyślał o pocałowaniu swojej młodszej siostrzyczki. Gdzież się podział moralny i przykładny Elijah? Od kiedy stał się taki... nowoczesny? Uśmiechnął się i ponownie spojrzał na wyświetlacz telefonu, teraz denerwował się o nią co raz bardziej, ale mimo wszystko jego złość gromadziła się w środku, nie dawał upustu emocjom, po prostu gromadził je w sobie by za parę chwil wybuchnąć. Nacisnął zieloną słuchawkę, a na wyświetlaczu pojawiło się zdjęcie rozbawionej Charlotte.
„Przepraszamy wybrany numer jest nieprawidłowy”
To przecież było nie możliwe, czyż jeszcze przed momentem nie przeprowadził uroczej konwersacji z Charlotte, jeśli to była ona (?). Jeszcze raz... i jeszcze raz. Za każdym razem było to samo. Teraz jego złość powoli zaczęła się ulatniać. A dowodem na to był rozbity kubek z którego przed paroma godzinami piła Charlotte. Coś było tu nie w porządku, ale ufał zdrowemu rozsądkowi narzeczonej, oby się nie przeliczył. Jedynym aktualnym wyjściem było napisanie do Rebeki. O tak, coś czuł że ma z tym coś wspólnego.
Rasa: Hybryda
BFF: -
Partner/ka: gotta be kiddin me
Ekwipunek: telefon
Ubiór: Stara się nadrabiać za trendami
Rodzaj spożywanej krwi: ludzka
♥: -
Dołączył: 15 Paź 2011 Posty: 131 Skąd: Mystic Falls
Wysłany: 2012-02-11, 15:59
Kiedy Rebekah zadzwoniła nie miał już żadnych wątpliwości. Po co jego siostra miałaby się z nim spotkać skoro miała być na uroczej pogawędce z Charlotte? Świetnie rozumujecie. Bo na niej nie była. Jedyne co zastanawiało go coraz mocniej to co działo się z jego narzeczoną bo przecież nie włóczyła się bez celu, raczej nie należała do tego typu wampirów, które „zabijają nudę”. No cóż Rebekah miała zjawić się tu za chwilę, dlatego bardzo liczył na to, że wyjawi mu co nie co szczegółów. Jednak czas oczekiwania na siostrę znacznie się wydłużał, dla niej „chwila”, „parę spraw” oznaczało wiele godzin na czekaniu, ale to nic - miał czas. Tak mu się przynajmniej wydawało. Usiadł wygodnie na kanapie i ponownie włączył telewizję. Wiadomości. Jakaś urocza reporterka wyjawiła kilka nie wyjaśnionych morderstw pod przykrywką „dzikiego zwierzęcia” – to stawało się nudne, kto był na tyle głupi żeby wierzyć w te brednie. Teatralnie wywrócił oczami i wsłuchał się w głosy dochodzące z dołu. Po szybkich i zdecydowanych krokach uznał, że należą one do jego siostry. Już po chwili usłyszał ciche pukanie do drzwi, w wampirzym tępię znalazł się przy nich i ujrzał Rebekę. Tak zdecydowanie jego siostra zaliczała się do tych „ładnych” ba nawet mógłby rzec „pięknych”. Była jedyną kobietą w rodzinie (nie licząc matki). Jej blond włosy, znowu niesfornie opadały na jej blade ramiona, posłała mu wymuszony uśmiech.
-No cześć, braciszku – powiedziała, unosząc kącik ust znacznie wyżej. Na jej twarzy malowało się coś dziwnego, od razu można było rozszyfrować, że chce wprowadzić jakiś zamęt. Nik przechylił się lekko umożliwiając jej wejście do apartamentu.
-Witaj kochana siostrzyczko – lekko musnął jej policzek – Wejdź.
Rebekah standardowo rozejrzała się po mieszkaniu badawczo, no tak była tu pierwszy raz. Zaciekawiło ją wszystko co się tu znajdowało.
-Nie żebym nie wierzył w twoje „szczere” intencje, odwiedzenia starszego brata i sprawdzenia jak się ma... ale co Cie tu sprowadza? – uśmiechnął się rozsiadając w fotelu – A tak właściwie to czy ty nie miała znajdować się z moją narzeczoną? – uniósł brew w geście zapytania – No tak domyślałam się, że skoro ty jesteś tu, a Charlotte nadal nie ma to ma coś z tym wspólnego mój brat, czyż nie?
_________________
Wiek: 42 Dołączył: 01 Sty 1970 Posty:
Wysłany: 2012-02-11, 16:21
Nik ustąpił mi miejsca w drzwiach, żebym mogłam wejść. Kiedy przechodziłam obok niego musnął mnie delikatnie w policzek, co nieco mnie zdziwiło. Po pierwsze ten gest, był... Za miły dla Nika. Może zmieniła go tak Charlotte, którą mógł się cieszyć przez te kilka dni? A po drugie, kiedy poczułam jego usta na swoim policzku mimowolnie przypomniał mi się Elijah i to co robiliśmy. Potrząsnęłam lekko głową, mając nadzieję, że takim gestem odtrącę je wszystkie od siebie. Nie, Rebeko. Nik na pewno nic do ciebie nie czuje. Jesteś po prostu jego siostrą, a on się za tobą stęsknił. Nic więcej, on ma Charlotte. Poza tym byłoby to lekką przesadą, gdyby drugi brat miał zamiar... Nie! Stop. Kiedy weszłam do mieszkania próbowałam całą swoją uwagę skupić na jego wnętrzu, byle tylko odtrącić od siebie te chore myśli.
- Nie żebym nie wierzył w twoje „szczere” intencje odwiedzenia starszego brata i sprawdzenia jak się ma... ale co cię tu sprowadza? - powiedział i rozsiadł się w fotelu. - A tak właściwie to czy ty nie miała znajdować się z moją narzeczoną? – uniósł brew w geście zapytania – No tak domyślałam się, że skoro ty jesteś tu, a Charlotte nadal nie ma to ma coś z tym wspólnego mój brat, czyż nie?
Eh, czy to naprawdę było takie dziwne, że chciałam porozmawiać z własnym bratem? No proszę, naprawdę chciałam się dowiedzieć, co u niego, bo mimo wszystko wiedziałam, że to też go boli jak Charlotte lata od niego do Elijaha i na odwrót. Oczywiście ukrywał to pod maską złego chłopca, ale kto go znał - kto go znał bardzo dobrze - wiedział, że on też potrafi czuć. Zrobiło mi się go trochę żal, bo skutki trudnego dzieciństwa, które zafundował mu Mikael odbijały się teraz i niestety nic nie dało się z tym zrobić. Westchnęłam i posłałam mu rozbawione spojrzenie.
- Stęskniłam się za tobą - powiedziałam i usiałam na oparciu fotela, na którym siedział Nik. - Nic mi o tym nie wiadomo, że miałam się spotkać z Charlotte - mruknęłam i spuściłam wzrok - Nie wiem, nie widziałam jej u Elijaha. Wiesz, mam do ciebie dobre informację. Nie zgadniesz kto jest w mieście. Katherine.
Rasa: Hybryda
BFF: -
Partner/ka: gotta be kiddin me
Ekwipunek: telefon
Ubiór: Stara się nadrabiać za trendami
Rodzaj spożywanej krwi: ludzka
♥: -
Dołączył: 15 Paź 2011 Posty: 131 Skąd: Mystic Falls
Wysłany: 2012-02-11, 16:39
Rebekah zabawnie się uśmiechnęła i przysiadła na oparciu fotela, na którym przed momentem usiadł Nik. Lekko spuściła wzrok wpatrując się w swoje nogi. Zawsze robiła tak wtedy gdy chciała coś ukryć. Generalnie Rebekah zwykle była szczera w stosunku do Nika i jakoś nigdy nie musiał bać się, że go oszuka, ale wiadomo jak każdy miała swoje tajemnice, a żeby ich strzec lekko mijała się z prawdą, odchylił głowę tak by spojrzeć w jej barwne oczy. Jej wygląd chyba trochę się zmienił od ostatniego czasu, nawet jak na faceta Nik dostrzegł, że jego siostra zaczęła się malować nieco mocniej niż zwykle miała to w zwyczaju.
-Stęskniłam się za tobą – powiedziała radośnie, a w jej głosie rzeczywiście można było usłyszeć szczerość, albo idealnie grała swoją role, albo naprawdę miała ochotę na jego towarzystwo - Nic mi o tym nie wiadomo, że miałam się spotkać z Charlotte – mruknęła i oparła dłonie na swoich nogach - Nie wiem, nie widziałam jej u Elijaha. Wiesz, mam do ciebie dobre informację. Nie zgadniesz kto jest w mieście. Katherine.
-Jesteś pewna, że nie miałaś się z nią spotkać? Charlotte miała Cię poszukać, chciała pogadać. Rebeko możesz być ze mną szczera, coś jednak widzi mi się że Elijah miał z tym coś wspólnego, chociaż to i tak bez znaczenia – uśmiechnął się sięgając po szklankę wypełnioną whisky. Na słowa o Katherine jego oczy zabłysły, a alkohol wydał się smaczniejszy. – No tak, nasz biedna Katerina Petrova znowu jest w mieście. Nie masz szczęścia do Lini Petrovych, czyż nie? Kolejna kandydatka, która chce startować do mojego uroczego brata. No właśnie co tam u niego? Słyszałem, że organizuje bal z okazji swoich entych urodzin. Niestety nie dostałem zaproszenia, ale coś czuje że ty tak... Co powiesz na osobę towarzyszącą? – upił łyk i spojrzał w roześmiane oczy siostry. W sumie coś czuł, że spotka tam Charlotte, a raczej mieli parę spraw, które powinni sobie wyjaśnić i to szybko.
_________________
Wiek: 42 Dołączył: 01 Sty 1970 Posty:
Wysłany: 2012-02-11, 17:17
Kiedy usłyszałam, że Charlotte miała się ze mną spotkać poczułam się nieco lepiej. To znaczyło, że jeszcze chciała się ze mną przyjaźnić i odratować naszą przyjaźń; tak przynajmniej mi się wydawało. No, ale niestety Mikael musiał jej przerwać. Dziękuję tato, pomyślałam ironicznie. Nawet nie wiesz jak Elijah miał coś z tym wspólnego. Uratował jej życie i była - albo nadal jest - u niego w willi. Jak mogłeś na to pozwolić, co? Gdybyś się nią zainteresował nie musiałabym się kłócić z Elijahem i nie robić z siebie zazdrosnej siostry. Kolejna kandydatka, która chce startować do mojego uroczego brata. Nie wiesz. Nie możesz, nie to nie możliwe! Niby skąd? Niby jak? Nie mieściło mi się to w głowie i byłam w niezłym szoku. Kto mógłby mu powiedzieć? Podrapałam się po policzku, który był ciepły. Nie, tylko się nie rumień. Proszę, nie rumień się!
- Niestety nie dostałem zaproszenia, ale coś czuje że ty tak... Co powiesz na osobę towarzyszącą?
On chyba sobie ze mnie żartował. Przecież jakby Elijah zobaczył, że wchodzę do jego domu w towarzystwie Nika... Nawet nie chciałam o tym myśleć. Zresztą to chyba zły pomysł, żeby w ogóle Klaus zjawiał się na przyjęciu.
- Zabij ją. Masz ją jak na talerzu... Poza tym sugerujesz coś, mówiąc "kolejna kandydatka"? Skoro chcesz się dowiedzieć, co słychać u Elijaha sam go zapytaj...
Wstałam z miejsca i posłałam mu zadziorny uśmieszek, którym zgodziłam się wziąć go ze sobą.
- Ale żeby nie doszło do żadnych rękoczynów, jasne? No i nikt nie może się dowiedzieć, że przyszedłeś ze mną.
Rasa: Hybryda
BFF: -
Partner/ka: gotta be kiddin me
Ekwipunek: telefon
Ubiór: Stara się nadrabiać za trendami
Rodzaj spożywanej krwi: ludzka
♥: -
Dołączył: 15 Paź 2011 Posty: 131 Skąd: Mystic Falls
Wysłany: 2012-02-11, 17:56
Z każdym słowem policzki Rebeki rumieniły się coraz mocniej, była jak mała dziewczynka, którą bardzo łatwo można zawstydzić. Rebekah była od niego młodsza o całe dziesięć lat, ale to właśnie z nią dogadywał się najlepiej, raczej nigdy ich spór nie był o coś wielkiego jedynie drobne sprzeczki rodzeństwa. Eh... dobrym słowem byłoby to, że Rebi zastępowała mu matkę przez całą ich egzystencje nigdy się od niego nie odwróciła, zawsze dbała o jego dobro nawet wtedy gdy, dosłownie wbił nóż w jej plecy. Zawsze na widok siostry miał dziwne uczucia, w końcu zawsze była najpiękniejszą dziewczyną w wiosce, no dobrze miała równą konkurencję – Charlotte i to chyba właśnie wtedy ich relacje się popsuły, gdy w grę weszła jego aktualna narzeczona. Zawsze miał wrażenie, że siostra nie wybaczyła mu tego, że nie poświęcał jej już tyle czasu, ale Rebekah zawsze była dla niego tylko siostrą... nie to co dla niektórych z jego rodziny, ale nie przeszkadzało mu to, jeśli miała być szczęśliwa z Elijahem, to dlaczego nie? Byli dorośli mogli robić co tylko ich dusza zapragnie, a jeśli to miałoby w jakikolwiek odsunąć Charlotte od Elijaha to było wręcz Nikowi na rękę. Tak właśnie teraz zdał sobie sprawę, że mimo iż Rebekah była najlepszą przyjaciółką Char, to pomiędzy nimi była jakaś odwieczna rywalizacja, w sumie z jednej strony było mu teraz szkoda siostry. No bo generalnie odwrócił się od niej wybierając Charlotte, ale z drugiej czyż ona nie zrobiła tego samego zbliżając się do Elijaha? Ich relacje były cholernie skomplikowane i zawsze pamiętał o tym co obiecali sobie w trójkę, „zawsze i na zawsze”, ale w takich sytuacjach trudno było trzymać się tej na pozór łatwej i nie skomplikowanej przysięgi, czego dowodem były od wieczne kłótnie i kolejne „uśmiercanie” własnej rodziny. Lekko potrząsnął głową spoglądając na mega czerwone policzki siostry.
-Zabij ją. Masz ją jak na talerzu... Poza tym sugerujesz coś, mówiąc "kolejna kandydatka"? Skoro chcesz się dowiedzieć, co słychać u Elijaha sam go zapytaj...
-Rebeko za to co mi uczyniła śmierć byłaby jedynie nagrodą, sam jeszcze nie wiem co zrobię... ale póki co jej strach przede mną sprawia mi satysfakcję. Jednak obiecuję Ci, że kiedy nadejdzie czas zabiję ją i nie zrobię tego delikatnie – uśmiechnął się zabawnie – Zabiję ją na twoich oczach – upił kolejny łyk – A czyż to nie ty skradłaś pocałunek Elijahowi? Cóż doszły mnie słuchy, że romansujesz z moim bratem – uśmiechnął się – Spokojnie Rebekah, nie mam Ci tego za złe... Bo widzisz im bliżej ty jesteś Elijaha, tym on jest dalej od Charlotte, a im ona jest dalej od Elijaha tym jest bliżej mnie co jak sama wiesz, jest mi na rękę.
Rebekah posłała mu zabawny uśmiech, który oznaczał zgodę, o tak mógł zawitać na przyjęcie i spotkać Charlotte, wiedział że tam będzie. Ten jeden raz Rebekah na pewno go okłamała, czuł że dziewczyna nie może być dalej niż w willi Elijaha.
-Ale żeby nie doszło do żadnych rękoczynów, jasne? No i nikt nie może się dowiedzieć, że przyszedłeś ze mną.
-O to się nie martw siostro, jeśli ktoś popsuje tak zacne urodziny Elijaha to na pewno nie będę ja. O to drugie również się nie musisz martwić, podaj mi tylko godzinę. Nie wiem czy Elijah ucieszy się na mój prezent, ale to jedyna rzecz jaką mu wynajdę w ciągu tego krótkiego czasu – posłał jej blady uśmiech i udał się w kierunku szafki nocnej wyciągając sztylet. Zauważył jak Rebekah lekko się odsunęła. – Spokojnie, nie mam zamiaru Cię zabić, ani nikogo innego. Jakimż byłbym bratem gdybym to uczynił w tak zacny dzień urodzin? – następnie sięgnął po zamszowe pudełeczko i zgrabnie ułożył w nim sztylet, a następnie sięgnął po idealnie białą, oficjalną kartkę i napisał na niej krótką wiadomość, zasłaniając widok Rebece.
PRZEPRASZAM ZA WSZYSTKO DROGI BRACIE,
NAWET ZA TO ŻE OBRACASZ MOJĄ NARZECZONĄ I SIOSTRĘ.
xoxo Nik.
Ps. Taki żart sytuacyjny. Najlepszego w dniu urodzin,
o wiele ładniej ten sztylet prezentuje się w pudełku niż w twojej piersi.
A potem spojrzał na siostrę jeszcze raz i uśmiechnął się zadziornie
-Wychodzimy? Znaczy ty wychodzisz idziesz się ładnie ubrać. A w tym czasie ja zakładam smoking i zawitam tuż pod samą willę Elijaha.
Rasa: Wampir
BFF: Rosalyn
Ekwipunek: Telefon komórkowy, sztylet, portfel, torebka, naszyjnik chroniący przed słońcem od Eliasza.
Ubiór: fioletowa sukienka z odkrytymi plecami,czarne buty na wysokim obcasie i naszyjnik z czarnych perel
Rodzaj spożywanej krwi: ludzka
Dołączyła: 15 Paź 2011 Posty: 364
Wysłany: 2012-02-12, 20:19
Inne postacie: Miranda Cartwright , Gabrielle Briel
W wampirzym tempie wbiegłam do mieszkania. Nie miałam zbyt wiele czasu wiedziałam, że Niklaus też tu się zaraz zjawi. A nie miałam ochoty teraz się z nim widzieć. Nie miałam ochoty na kolejną kłótnię, która tylko i wyłącznie bardziej by mnie dobiła. Otworzyłam garderobę i wyciągnęłam z niej wielką niebieską walizkę. Zaczęłam niedbale wrzucać do niej moje ubrania, nie przejmując się tym, że jak je na nowo wyciągnę to będą wyglądały, jakbym wyciągnęła je psu z gardła. To naprawdę było bez znaczenia zwłaszcza, że zawsze mogłam sobie załatwić nowe ubrania, wystarczy użyć zauroczenia. Próbowałam właśnie ściągnąć z siebie suknię, jednak zamek się zaciął. - Kurwa. - Wyszeptałam pod nosem i nie bawiąc się w jakieś głupie gierki, rozerwałam sukienkę na strzępy. Trudno, zresztą i tak już nigdy bym jej nie założyła. Nie tylko ze względu na to, że ją ubrudziłam, ale też i ze względu na wspomnienia. Nigdy nie ubierałam drugi raz tego samego stroju, w którym doznałam czegoś przykrego, bo zazwyczaj potem i tak przez cały czas czułam na sobie zapach osoby, z którą się kłóciłam. I najczęściej był to oczywiście Niklaus i Elijah. Przepięknie. Pozbierałam z podłogi resztki po sukni i wrzuciłam je do kosza na śmieci. Miałam ochotę coś rozwalić, jednak nie chciałam robić zbyt dużego bałaganu. W ogóle nie chciałam ukazywać, że byłam w tym mieszkaniu, jednak wiedziałam, że Niklaus tak czy siak wyczuje mnie. Kiedy już wszystko spakowałam to co potrzebne, wyciągnęłam z szafy wygodne jeansy oraz t-shirt i założyłam na siebie. Wrzuciłam jeszcze do walizki szpilki, które miałam na balu i wyciągnęłam z szuflady adidasy. W tej chwili potrzebowałam wygody, a jako, że nie wyjeżdżałam po to, żeby wyrywać facetów to nie musiałam się przejmować swoim ubiorem, ani wyglądem. Pobiegłam szybko do wielkiej łazienki i stanęłam przed umywalką, przemywając zimną wodą swoją ubrudzoną tuszem do rzęs twarz. Po kilku minutach dokładnego szorowania, byłam czysta. Spięłam spinką swoje czekoladowe loki w kok, po czym opuściłam łazienkę. Zapięłam swoją walizkę i spojrzałam na drzwi od sypialni. Weszłam niepewnie do środka i wyciągnęłam z szuflady szafki nocnej jakiś brudnopis i pióro. Musiałam napisać coś tak chamskiego, żeby zakończyć ten związek raz na zawsze, żeby Niklaus zapomniał o mnie i sobie odpuścił. Musiałam wcielić się w zimną sukę, a tak naprawdę to chyba nie potrafiłam, nie byłam Katherine. Zastanowiłam się kilka minut, po czym w końcu napisałam.
To koniec, Nik. Tym razem już na zawsze. Zawsze należałam i zawsze będę należeć tylko do jednego mężczyzny. I Ty nim nie jesteś.
Wiedziałam, że tymi słowami łamię mu serce, jednak nie miałam innego wyjścia. Musiałam przerwać ten związek, raz na zawsze. Spojrzałam na swój telefon leżący nieopodal i postanowiłam go zostawić w mieszkaniu, prawdopodobnie Niklaus po zobaczeniu tego liściku, odpuści i nie będzie do mnie wydzwaniał, jednak wolałam nie ryzykować. Wyszłam z sypialni i złapałam swoją walizkę. Spojrzałam ostatni raz na mieszkanie, po czym w wampirzym tempie opuściłam budynek. Zamówiłam taksówkę i już po paru minutach jechałam na lotnisko w Mystic Falls. Już wiedziałam gdzie pojadę. Bułgaria.
_________________
Wiek: 42 Dołączył: 01 Sty 1970 Posty:
Wysłany: 2012-02-20, 11:45
braciszku, nie smutaj ;**
____________________________
Przez chwilę ogarnął mnie taki smutek, że nic do mnie nie docierało. Dopiero kiedy usłyszałam korki na korytarzu zaczęłam od nowa wszystko czuć. Tylko on tak chodził. Podszedł do moich drzwi i złapał za gałkę. Słyszałam jak wzdycha i opiera głowę o drewno. Wahał się.
- Proszę idź, proszę idź… - szeptałam, chociaż w sumie poruszałam tylko ustami, mocno zaciskając dłonie w pięści. Jeśli naprawdę miał zamiar wyjechać w tej chwili i przyszedł się pożegnać, to wyśmiałabym go. I niby co chciał powiedzieć? Pożegnać się i powiedzieć na koniec ckliwe wyznanie miłości? Pogorszyłby tym tylko sprawę. Nawet nie chodziło o sam fakt, że chciał się pożegnać. Ale gdyby po raz kolejny powiedział, że mnie kocha… To by było zbyt wiele. Nie zniosłabym tego gdyby powiedział, że mnie kocha, ale zaraz wyjeżdża. Co to by w ogóle miało znaczyć? Podkuliłam kolana i schowałam w nich twarz, czekając aż odejdzie.
I odszedł. Po dość krótkiej chwili. Dziękowałam mu za ten wybór. Skoro naprawdę chciał mnie zostawić, opuścić… I to niby dla mojego dobra? Prychnęłam. Jakie dobro on miał na myśli? Bo na pewno nie to psychiczne. Wiedziałam, że szybko się po tym nie pozbieram. Znowu mnie zostawił; znowu przez miłość do innej kobiety. Nienawidziłam tego uczucia. Byłam zniesmaczona sobą, że dałam mu się ponieść. Już nie chodziło o to do kogo je żywiłam. Chodziło o samo dopuszczenie się do takiego stanu, żeby się w kimś zakochać, a potem wyznawać mu miłość. Nie chciałam wierzyć w miłość, bo w moim przypadku nigdy nie wychodzi mi to na dobre. Zawsze wychodzę na tym źle, ale mimo wszystko wolałabym, żeby Elijah był przy mnie. Był tutaj obecny. Jego wyjazd dobił mnie jeszcze bardziej. Nie mogłam znieść myśli, że to przeze mnie wyjechał. Cholera, byłam beznadziejna. Rozkochałam w sobie brata, doprowadziłam do tego, że się ze mną przespał, a na samym końcu jeszcze wyjechał. Przeze mnie. To ja powinnam wyjechać. Gdybym wtedy nie poszła do podziemi Lockwoodów, nie spotkałabym go. Gdybym go wtedy nie spotkała, nie pocałowalibyśmy się. Zresztą oboje byliśmy w podłych nastrojach; sposób pocieszenia? Może. Oczywiście nigdy nie żałowałam tego wszystko; nigdy nie będę żałować żadnej chwili spędzonej z Elijahem. Jednak chodziło tutaj o niego; może gdyby nie ja… Może żyłby szczęśliwy z Charlotte? Może z Katherine? A może jeszcze z kimś innym? Nie byłam do końca pewna jak mocne żywi do mnie uczucie, ale co jeśli przysłoniłam mu inne dziewczyny? Miał rację – nigdy nie będziemy razem, bo ja wiem. Wiem, że on nadal kocha Charlotte. Przeklęta Charlotte… Mimo wszystko tęskniłam i za nią. Brakowało mi naszych rozmów; spędzania wolnego czasu i tak dalej. Czy nasza przyjaźń przetrwałaby fakt, że całowałam się z Elijahem? Byłam przekonana, że oni jeszcze się zejdą. Prędzej czy później. O ile zrezygnowała z Nika… Musiałam się z nim spotkać. Potrzebowałam kogoś bliskiego przy sobie. Kogoś kto nie będzie mi robił wyrzutów, że kocham Elijaha. Kogoś takiego jak Nik. Przetarłam dłońmi twarz i podniosłam się z ziemi. Podeszłam do komody i wyciągnęłam z niej bieliznę. Ostrożnie odpięłam każdy z guzików koszuli Elijaha i odłożyłam ją delikatnie na łóżko. Wsunęłam szybko bieliznę i sięgnęłam z podłogi dresy, które rzuciłam w kąt przed balem. Narzuciłam na siebie również siwą bluzę, a następnie udałam się do łazienki. Tam spięłam włosy w niską kitkę, przemyłam twarz mydłem i umyłam zęby. W obecnym stanie nie miałam nawet ochoty się malować; chociaż nigdy nie odpuszczałam sobie nawet maskary. Spojrzałam na swoje odbicie w lustrze i stwierdziłam, że wyglądam żałośnie. Byłam blada, a moje oczy były mocno opuchnięte i zaczerwienione w kącika. Jakby uszło ze mnie życie. Skrzywiłam się na ten widok. Jednak chciałam się szybko spotkać z Nikiem, więc nie miałam zamiaru nic ze sobą robić. W wampirzym tempie wybiegłam z willi i pędziłam do apartamentu mojego brata, mając nadzieję, że tam go zastanę.
Kiedy znalazłam się pod drzwiami bez zastanowienia pchnęłam je, a moim oczom – ponownie – ukazał się żałosny widok, tym razem jednak Klausa. Siedział w pogniecionej już białej koszuli i w spodniach, a frak leżał gdzieś za nim na podłodze. W dłoni dzielnie dzierżył butelkę piwa, która była w połowie wypełniona alkoholem. Obok niego walały się puste flaszki i kilka woreczków z krwią. Gdy weszłam spojrzałam na mnie smutno, a ja odwzajemniłam to spojrzenie. Poczułam jak zalewa mnie kolejna fala smutku, a oczy na powrót robią się szkliste.
- Elijah wyjechał– powiedziałam drżącym głosem i podeszłam do Nika, siadając obok niego, by po chwili wtulić się do jego boku.
Rasa: Hybryda
BFF: -
Partner/ka: gotta be kiddin me
Ekwipunek: telefon
Ubiór: Stara się nadrabiać za trendami
Rodzaj spożywanej krwi: ludzka
♥: -
Dołączył: 15 Paź 2011 Posty: 131 Skąd: Mystic Falls
Wysłany: 2012-02-21, 19:52
Spoglądał na każde ruchy swojego brata, rzeczywiście zawsze miał nutkę czegoś w sobie co sprawiało, że przyciągał tłum dziewcząt do siebie. Katherine kleiła się do niego niczym mucha do miodu, ale to w sumie wcale mu nie przeszkadzało, nigdy nie uważał Katherine za kogoś godnego uwagi... wygląd nie był wszystkim, a charakter Kat był zupełnie przeciwny do charakteru Charlotte, przynajmniej do czasu gdy nie stała się wampirem. To zupełnie zrównało ją z jej pierwszym sobowtórem. Teraz do jej charakteru dostała się nutka samolubnego podejścia, ale to w sumie nie powinno przeszkadzać Nikowi, przecież to on ją tego nauczył, ba... to nawet on sprawił, że stała się wampirem co wiązało się z instynktem samo przetrwania, ale jednak kiedy patrzył w jej ciemne tęczówki coś sprawiało, że każdy jej ruch wydawał się idealny. Jednak to co zwróciło jego uwagę bezpośrednio był fakt, że jego siostra smutno opierała się o ścianę spoglądając na jej brata, któremu Kat właśnie skradła namiętnego buziaka. Tak... Rebekah była chyba jedyną osobą z rodziny, która nigdy go nie zawiodła, nie opuściła i nie zwróciła się przeciw niemu na dłużej niż kilka miesięcy czy lat, ale dla wampira była to dosłownie chwila sprzeczek. Rebekah zawsze go wspierała i dawała otuchy.
Na zegarze dochodziła dwunasta w nocy, a część gości powoli rozchodziła się do domów, z pola widzenia znikła mu jego urocza siostra, która zapewne w porę postanowiła dać upust swoim emocją, by nie zabić połowy gości. Tak, zdecydowanie jego słodka siostra bez najmniejszego oporu pozbyłaby się uroczych znajomych Elijaha. Nie żeby Nikowi to przeszkadzało i tak większości nie lubił, ba wręcz nie cierpiał, ale Rebekah też miała swoje zasady, chociaż lubowała się dramatycznych przedstawieniach. Tu godnie byłoby wspomnieć kilka sytuacji z życia gdzie wspólnie mordowali dla zabawy, ale nie pora na to. Charlotte nie było chodź tak bardzo pragnął zamienić z nią kilka słów, ale to był jej wybór a skoro nie mógł dosięgnąć jej wzrokiem, postanowił wybyć z imprezy, jeszcze raz uśmiechając się na myśl o prezencie.
Droga do domu była krótka, ale tego wieczora dłużyła się nadzwyczaj. Szybki krok sprawiał, że wiatr nie przyjemnie drażnił jego bladą twarz. Kiedy dotarł do apartamentu poczuł woń delikatnych perfum Charlotte, dosłownie jakby była tu przed chwilą. No tak przecież tu mieszkała, jeszcze. Im wyżej wchodził po schodach tym intensywniejszy zapach docierał do jego nozdrzy. Te wyraźne perfumy otaczały cały apartament. Drzwi od domu były otwarte, a zapach coraz wyrazistszy, ale w mieszkaniu nie było nawet śladu dziewczyny. Tylko totalny bałagan, kilka staników Charlotte leżało na łóżku, a wieszaki w szafie połyskiwały pustką, wszystkie półki i miejsca które wcześniej zajmowały rzeczy Charlotte były wolne, jak gdyby nigdy nikt ich nie zajmował. Jedynym dowodem była bielizna która teraz walała się po całym mieszkaniu. W łazience na małej półeczce stało kilka kosmetyków i mała fiolka perfum, których zazwyczaj używała dziewczyna, tak wszystko zdecydowanie wskazywało że chwile z nią nie były snem, z którego tak brutalnie go wybudzono. Wyszedł z łazienki i skierował się w stronę barku, wyciągnął ulubiona whisky i upił kilka łyków, dopiero teraz mignęła mu biała karteczka przygnieciona jasnym BB Charlotte. Jej treść wzbudziła w nim niesamowitą złość i już po chwili idealnie gładka kartka zamieniła się w kłębek pomiętego papieru. Zdecydowanie idealny charakter pisma, należał do Charlotte, był nie do podrobienia i charakteryzował się wykaligrafowanymi literami, które zawsze starannie ozdabiały nawet najbardziej wymięty papier.
-Ty też się pieprz Charlotte – cisnął pustą szklanką o ścianę, napawając się odgłosem tłuczonego szkła. Tak złość była wspaniała, sprawiała i czyniła go silniejszym, ale miłość... miłość go osłabiała. Była nie odłączną częścią jego bólu i cierpienia, a niestety Charlotte dając mu się dała mu niesamowite uczucie, które wypełniło jego zlodowaciałe serce, teraz czyniło go słabym i podatnym na zranienie, spojrzał na zdjęcie wiszące na ścianie, byli na nim razem – Jesteś z siebie zadowolona? No pewnie, że tak. – zaśmiał się cicho i wygrzebał kilka butelek różnych alkoholi, które zawsze spoczywały w jego barku. Uniósł butelkę na znak toastu nadal nie odrywając wzroku od czarno-białej fotografii – Always and forever.. – a potem spojrzał w stronę szafki nocnej i otworzył górna szufladkę wyciągając kopertę. Nie wiedział dlaczego, ale właśnie teraz doszedł do wniosku, że warto wspomnieć słowa, które niegdyś otrzymał od Bereniki, dokładnie w dniu kiedy pomogła mu ocalić Charlotte z rak Gabrielli. Blada kartka spoczywała w jego dłoniach, a napis wydawał się jakby wydrukowany. Zapewne wiedźma nie użyła długopisu, a siłą mocy wypaliła go na kartce.
"Podążaj za rozsądkiem, nigdy za miłością"
Roześmiał się na widok idealnie wypisanych słów.
-Miałaś rację, zawszę ja miałaś... tez się chrzań. – westchnął. I zamknął oczy pozostawiając wokół siebie mnóstwo spożytego alkoholu. Nie wiedział ile tak leżał, ale musiało być to długo.
Już na dole wyczuł zapach pierwotnej, tak zdecydowanie to było coś nie do opisania, jej zadaniem było kusić każdą istotę, nawet tą nadprzyrodzoną. Jej wygląd, woń – wszystko miało sprawiać, ze coś miało ciągnąć innych do niej. Oczywiście Rebekeah zwykle to wykorzystywała na uwodzenie mężczyzn i no cóż... pożywianiu się nimi. Szara bluza mignęła mu przed oczami. Siostra zatoczyła kółko po pokoju i wróciła spoglądając na jego żałosny wygląd. Z przerażeniem spoglądała na spożyty alkohol, by potem położyć się obok niego i wtulić w ramię.
-Elijah wyjechał – spojrzała lekko przeszklonymi oczami, widać że za moment miała się rozpłakać.
-Niech wyjeżdża. Nie zasługuje na Ciebie. Nie jest wart ani jednego twoje smutku – otarł łze z jej policzka spoglądając w jej oczy.
_________________
Wiek: 42 Dołączył: 01 Sty 1970 Posty:
Wysłany: 2012-02-21, 23:26
Kiedy usłyszałam jego głos i poczułam jego dłoń na swoim policzku, a nasze spojrzenia się skrzyżowały nie zrobiło mi się wcale lepiej. Mimo że Nik nie robił mi wyrzutów na temat tego, co działo się między mną Elijahem, głupio mi teraz było powiedzieć, że go kocham i jest mi cholernie ciężko, i czuję się okropnie, bo wyjechał. Zostawił mnie i nawet nie wiedziałam czy jeszcze kiedykolwiek wróci. Spuściłam wzrok i wtuliłam się do niego bardziej, chłonąc jego zapach - wodę kolońską, która teraz mieszała się z wonią alkoholu. Próbowałam jeszcze raz przeanalizować to, co powiedział Nik. Nie zasługuje na ciebie. A może to ja nie zasługiwałam na niego; na miłość? Siedzieliśmy jeszcze przez chwilę w milczeniu, dopóki nie stwierdziłam, że mieszkanie jest jeszcze w gorszym stanie niż zdążyłam to zaobserwować w trakcie wejścia.
- Nik? - spytałam cicho, a w jego odpowiedzi usłyszałam mruknięcie. - Co się stało?
Rasa: Hybryda
BFF: -
Partner/ka: gotta be kiddin me
Ekwipunek: telefon
Ubiór: Stara się nadrabiać za trendami
Rodzaj spożywanej krwi: ludzka
♥: -
Dołączył: 15 Paź 2011 Posty: 131 Skąd: Mystic Falls
Wysłany: 2012-02-25, 13:20
W momencie otrzeźwiał, chociaż nie... on w ogóle nie był pijany. Wiele wieków temu wraz z Elijahem zahartowali swoją głowę i bardzo ciężko było ich upić, ba było to nie możliwe. Od tej pory alkohol był tylko lekarstwem, który pomagał znosić rzeczywistość jaka otaczała ich codziennie. Spojrzał błądząc za wzrokiem Rebeki, lekko uśmiechnął się gdy zobaczył przerażenie w jej oczach na widok pokoju wypełnionego pustymi butelkami, skierowała swój wzrok na niego i spojrzała lekko unosząc brew...
-Nik? – lekko mruknął napawając się wonią delikatnych perfum Rebeki, tak zdecydowanie była to o wiele lepsza odmiana niż odór alkoholu, który wypełniał pomieszczenie od kilku dni -Co się stało? – szepnęła przenosząc wzrok na jego oczy. Roześmiał się najgłośniej jak potrafił, a potem wręcz jak na zawołanie był pełen życia.
-Twoja najlepsza przyjaciółka wyjechała i coś czuję, że spiknęła się z twoją randką – z jego twarzy nie schodził blady uśmiech – Niech się pieprzą oboje – westchnął i w wampirzym tempie znalazł się przy lodówce wyciągając jeden z woreczków z krwi. Idealnie rozlał go do dwóch szklanek i jedną z nich podał Rebece.
-Ich zdrowie – teatralnie wzniósł szklankę i wypił trochę krwi, spoglądając na to samo zdjęcie co kilka godzin temu – twoje... – szepnął nie odrywając wzroku od cudownego zdjęcia Charlotte.
_________________
Wiek: 42 Dołączył: 01 Sty 1970 Posty:
Wysłany: 2012-02-25, 15:22
Kiedy zadałam swoje pytanie Nik zaczął się śmiać – szczerze i głośno, co sprawiło, że byłam lekko zdezorientowana całą tą sytuacją. Wyglądał żałośnie i wiedziałam, że coś ukrywa. Podejrzewałam, że to ma związek z Charlotte, której nigdzie nie było. Nagle zaczął się zachowywać jakby wstąpiła w niego nowa energia, optymizm i radość.
Gdy powiedział mi, co sądzi o wyjedzie Charlotte poczułam jak przez moje ciało przechodzi dreszcz. Dreszcz strachu. Co jeśli miał rację? Co jeśli wczoraj wieczorem, kiedy Charlotte zaciągnęła Elijaha na górę umówili się, że razem uciekną? Co jeśli Elijah po prostu dał się ponieść emocjom i ta noc… Ta noc była dla niego tylko przygodą? Jeśli przez cały czas myślał o Charlotte? Wyobrażał sobie, że to z nią się… kocha? Przymknęłam na chwilę powieki czując, że oczy wypełniają się na powrót łzami. Nie, Elijah na pewno nie jest taki. Ich wyjazd jest po prostu zbiegiem okoliczności; nic więcej. Nie umówili się wcześniej, wyjechali do dwóch zupełnie innych krajów i nie mają ze sobą kontaktu. Przynajmniej taką mam nadzieję.
- Niech się pieprzą oboje – westchnął i w wampirzym tempie znalazł się przy lodówce, z której wyciągnął woreczek z krwią, po czym rozlał go do dwóch szklanek, którą jedną z nich podał mi. Zacisnęłam mocniej palce na kryształowym naczyniu. Miałam ochotę krzyknąć, żeby tak nie mówił; że tak nie można i nie wypada. Ale to nie miało sensu. Nik po prostu by mnie wyśmiał, próbując wpoić mi, że oni oboje nie są nas warci. Pokręciłam przecząco głową, kiedy usłyszałam jego toast. Nie, to był zdecydowanie zły pomysł, że tutaj przyszłam. Klaus wcale mi nie mógł, nadal czułam się tak samo beznadziejnie jak przed chwilą. Miałam tylko nadzieję, że nie będę taka przez cały czas, aż do jego powrotu. Nie wyobrażałam sobie bez niego życia. Tego dnia, jutra, następnego dnia i kolejnego. A co dopiero mówić o tygodniu? Miesiącu? Latach? Nie zniosłabym tego i nawet gdybym miała zacząć go szukać po całym świecie zrobiłabym to. Bez dwóch zdań, bez żadnej chwili zastanowienia. Teraz miłość brała górę nad rozsądkiem. Cały czas siedziałam tyłem do Nika, więc nie widziałam co robi. Westchnęłam i odstawiłam szklankę na stolik, który stał obok sofy, po czym wstałam, i obróciłam się w stronę brata, który wpatrywał się w zniszczoną fotografię Charlotte.
- Dziękuję Nik, ale nie piję już ludzkiej krwi… Pójdę już sobie. Do zobaczenia… - szepnęłam, po czym skierowałam się do drzwi i w wampirzym tempie pobiegłam do willi Elijaha.
Rasa: Hybryda
BFF: -
Partner/ka: gotta be kiddin me
Ekwipunek: telefon
Ubiór: Stara się nadrabiać za trendami
Rodzaj spożywanej krwi: ludzka
♥: -
Dołączył: 15 Paź 2011 Posty: 131 Skąd: Mystic Falls
Wysłany: 2012-03-07, 20:55
Kurczowo przyglądał się pomieszczeniu. Zdecydowanie potrzebowało ono jakiejś zmiany, a przede wszystkim muśnięcia porządkiem. Właściwie nigdy nie potrzebował żadnej gosposi na pełen etat, raczej starał się dbać o ten drobny szczegół zwany czystością, oczywiście z pożądanym skutkiem. Nik był osobą, która uwielbiała lśniący i „odpicowany” domek, pełen rodziny. Jak mógł mówić o rodzinie skoro sam wsadził ich do trumny na kilkaset lat, jak mógł nawet pomyśleć o życiu w pokoju z innymi, skoro jedyne co zrobił to sprawił, że zaczęli go tak bardzo nienawidzić. Zdecydowanie w tym zachowaniu przypominał kogoś kogo tak strasznie nienawidził, z kimś z kim nie łączyły go nawet więzy krwi, a mimo to wydawał się tak cholernie bliski. No tak, to on był odpowiedzialny za wykształcenie się charakteru Klausa, to on uczynił go podejrzliwym nieufnym, a przede wszystkim mściwym. Może to dziwne, ale właśnie pomyślał o Finnie i Kolu, jego dwaj młodsi bracia, z którymi nigdy nie dogadywał się z powodu różnicy wiekowej i odmiennych zainteresowań. Tak naprawdę dopiero teraz odczuł ich lekki brak. Chciałby żeby to się skończyło, żeby Mikael zginął, a jedyną osobą pozostającą w trumnie była Esther. Tak zdecydowanie była ostatnia osobą, która powinna kroczyć po świecie spośród „zmarłych” Nika. Jako jedyna mogłaby go zniszczyć.
Spojrzał na podłogę, poniósł ostatnią, pustą butelkę i wsadził ją do potężnego worka. Podłoga już błyszczała czystością. Zadowolony w mgnieniu oka zrzucił pełny worek przez „szyb na śmieci” i wrócił rozglądając się po mieszkaniu.
-Pora zmienić wnętrze – uśmiechnął się i automatycznie pstryknął palcami z zadowolenia.
Nie możesz pisać nowych tematów Możesz odpowiadać w tematach Nie możesz zmieniać swoich postów Nie możesz usuwać swoich postów Nie możesz głosować w ankietach Nie możesz załączać plików na tym forum Możesz ściągać załączniki na tym forum