ołkej... +18 (nie wierze, że to się dzieje + nasza szalona wyobraźnia hhahah <3) to jest tragiczne ale piszę bo jesteś taka kochana i czekasz
__________________________________________________
Mężczyzna nie był pewien czy aby nie dopadł go swego rodzaju kac. Wszystko co się teraz działo było jak najśmielszy sen i jakby bojąc się, iż owe przypuszczenie może okazać się prawdą zwolnił to szaleńcze tempo, w którym oboje łaknęli swych ciał i dotknął delikatnie jej gładkiej skóry opiętej na smukłej szyi. Była taka piękna. Taka... intensywna. Wszystko co teraz czuł zawało się być najintensywniejszą rzeczą jakiej kiedykolwiek doświadczał. Jej zapach, spojrzenia tych głębokich oczu rzucane w pośpiechu, jedwabiste usta brunetki na jego ustach, dłonie kurczowo uchwycone szerokich ramion mężczyzny. Wyszeptał jej imię wprost w burzę jedwabistych loków. Czuł ją całym sobą. Objął ją w tali i lekko uniósł by mogła otoczyć go w pasie nogami. Dotykając pleców dziewczyny schodził ustami coraz niżej i niżej. Nie był w stanie myśleć trzeźwo w TAKIEJ pozycji. Nie potrzebował już żadnego pozwolenia, co więcej nie był pewien czy potrafiłby przerwać. Pragnął jej. Bardzo.
- Pragnę Cię.
Musiała to usłyszeć. Po prostu musiała. Chciał, aby wiedziała jak długo czekał na ten moment i aktualnie uznał, iż te dwa słowa mogą wyrazić to wszystko co chciał jej teraz powiedzieć. Wplótł dłoń w jej włosy i delikatnie ciągnąc do tyłu ukąsił w szyję. Odsunął się podziwiając jasnoczerwone dzieło swoich ust. Sięgnął dłonią do zapięcia jej jensów i powoli zaczął mocować się z zamkiem nie spuszczając wzroku z jej kocich oczu.
- I co teraz?
Zapytał figlarnie przekrzywiając głowę. Śmiała się. To było dość retoryczne pytanie. Trzask rozpinanego zamka przeciął naelektryzowane powietrze między nimi. Trzymając za koniec nogawki pociągnął materiał, który posłusznie zsuwał się z jej szczupłych ud ukazując coraz więcej. Rzucił w kąt niechciane ubranie i gwałtowanie przygniótł kobietę korzystając z okazji obcowania z całą zakrytą dotąd powierzchnią jej ciała.
Rasa: Wampir
BFF: Lizz, Lili i Odd
Ekwipunek: Telefon, mp3, notatnik, fiolki z werbeną
Ubiór: bokserka, czarne podziurawione legginsy, martensy w kwiecisty wzór, masa bransoletek i naszyjnik.
Rodzaj spożywanej krwi: ludzka
♥: William Kretyn II
Wiek: 100 Dołączyła: 06 Lis 2011 Posty: 304 Skąd: Lille/ Mystic Falls
Wysłany: 2011-12-23, 15:46
Gdy usłyszałam go, szepcącego moje imię, przeszedł mnie dreszcz. To było nieziemsko przyjemne. Automatycznie objęłam go mocnej, wtulając się w niego ufnie. Czując, jak lekko mnie unosi, oplotłam go kurczowo nogami, oddając się w pełni podnieceniu, jakie wywoływały we mnie jego pocałunki. Wielbiłam jego czułość, delikatność. Tak jakby starał się za wszelką cenę nie zrobić mi krzywdy. A przecież to ja byłam maszyną do zabijania, drapieżnikiem i gdybym nie miała siły by w pełni się kontrolować, mogłabym rozszarpać go na strzępy.
-Pragnę Cię.- wysapał, a fala gorąca oblała moje ciało. Zamruczałam mu drapieżnie do ucha, przygryzając je lekko. Spojrzałam na niego spode łba, a na moich ustach malował się szczery uśmiech. Momentalnie wpiłam się w jego usta, całując go z pasją i fascynacją. Jego słowa znaczyły dla mnie cholernie wiele.
Gdy ukąsił mnie w szyje, jęknęłam cicho, choć w żadnym stopniu nie zabolała mnie to.. raczej łaskotało. Przez chwilę zaczerwienienie utrzymywało się, lecz zakryłam je włosami, czując jak momentalnie znika. Wróciłam do naszych głębokich pocałunków, z każdą chwilą pragnąc więcej.
Frank mocował się nieudolnie zapięciem moich spodni, ja twym samym czasie, pieściłam językiem jego kark. Gdy tylko pozbawił mnie spodni i pozostałam przed nim jedynie w turkusowych, koronkowych majtkach. Mruczał zachęcająco, co wywoływało u mnie szeroki i szczery uśmiech. Nie chciałam pozostać dłużna w pieszczotach. Pragnęłam, by czuł taką samą rozkosz, którą on mi dawał. rzuciłam go na materac, siadając na nim okrakiem.
Dłońmi przemierzałam jego tors. Wychwytywałam każdy napięty mięsień, każde zagłębienie. Przymknął oczy, upajając się moim dotykiem. Uśmiechnęłam się tryumfalnie, patrząc na jego usta, wygięte w seksowny łuk. Przylgnęłam do niego całym ciałem, ponownie go całując, splotłam nasze place, a moje włosy delikatnie łaskotały jego twarz. Językiem zmysłowo drażniłam jego podniebienie. Mogłam tak trwać w nieskończoność. Czułam, że tym razem to będzie cos więcej niż zwykły sex. Przecież nigdy nie czerpałam takiej rozkoszy z gry wstępnej i nigdy specjalnie nie przedłużałam jej, tylko po to, by spędzić z mężczyzną więcej czasu. Po prostu załatwiałam szybko i drapieżnie. Teraz, chciałam delektować się falami pożądania, rozbijającymi się o nasze spragnione siebie ciała. Francis działał na mnie jak magnes, miałam ochotę nieustannie składać pocałunki na jego słodkich ustach, delektować się kształtnością jego ciała, być z nim. I to najbardziej mnie przerażało.. CHCIAŁAM BYĆ Z NIM. Nie dość, ze nigdy nie pożądałam nikogo w taki sposób, to dodatkowo ten facet był łowcą. Przecież kiedyś się opamięta . Ekscytacja ustanie, wzburzone uczucia ucichną, a on wsunie drewniany kołek w moją pierś. A przecież wampiry kochają dużo mocniej, intensywnej. Nie mogę temu ulec. Ale przecież tak bardzo chcę. Chcę mieć kogoś, komu będę mogła powiedzieć wszystko, kto będzie mnie trzymał w ramionach, nie zważając na to, czym i kim jestem. Czy on gotów jest unieść takie obciążenie? Nasz ewentualny związek nigdy nie mógłby ujrzeć dziennego światła, bo to mogło by grozić utratą siebie nawzajem. Dopiero teraz, uświadomiłam sobie, że siedzę na nim nieruchomo, wpatrując się z troska w jego idealną twarz. Frank patrzył na mnie pytająco, a jednocześnie w jego oczach kryło się wielkie współczucie , wyciągając dłoń w kierunku mojej twarzy. Co jest?
Mężczyzna otarł kciukiem łzę, spływającą po moim policzku. Emocję, duszone we mnie przez 600 lat, znalazły ujście przy nim, przy Franciscu . Czy ja właśnie wszystko zepsułam
-Przepraszam –szepnęłam – Wszystko jest w porządku.
Skwitowałam, zdobywając się na nikły uśmiech. Przecież to nierealne, do cholery
Wtuliłam się w niego ufnie, starając się ugasić gorycz i zażegnać myśli, które przecież nie mogły być błędne. Chcąc ratować tą chwilę, zaczęłam delikatnie muskać jego tors, wędrując coraz to wyżej, w końcu napotykając jego wargi. Nasze ciała, pasowały do siebie jak dwa fragmenty układanki. Moje serce równocześnie pękało i pragnęło wyrwać się z pieści , czując nieodpartą radość. Wszystko przez świadomość, ze ta cholernie idealna bajka, skończy się rano, gdy oboje udamy się na polowanie- Ja na ludzka krew, on na podobnych mi. Wciąż pękałam od środka, gdy zaczęłam odpinać klamrę od jego paska. W jednej chwili, jedyna rzeczą, która zakrywała nasze ciała, były dolne części bielizny.
____________________
Jakie to wzruszające! Ok, kończ to, a potem sobie pogawędzą rano
Patrzył na samotną łzę spływającą powoli po policzku kobiety. Kropla słonej wody iskrzyła się w nikłym świetle wpadającym przez uchylone drzwi do pokoju. Bez emocji kalkulował w głowie jak do tego mogło dojść. W którym momencie poprzestali tylko odczuwać siebie nawzajem i przejść do tak skomplikowanej rzeczy jaką są emocje. Nie wiedział co powiedzieć. Nie chciał też nic mówić ponieważ uznał, iż to co teraz przeżywa jest na tyle intymne i dalekie jego osobie, że nie byłaby w stanie mu tego wytłumaczyć. Z pewnym wahaniem wyciągnął dłoń i delikatnie głaszcząc skórę ciemnowłosej wytarł kciukiem kryształową łzę. Ocknęła się jakby do tej pory nie zdawała sobie sprawy z tego co aktualnie przeżywa. Patrzyła z oszołomieniem w zatroskanego mężczyznę. Co myślała? Tak bardzo chciałby się teraz tego dowiedzieć, wejść do jej głowy i odkryć wszystkie pragnienia a potem je zrealizować.
- Przepraszam – szepnęła spuszczając głowę. - Wszystko w porządku.
Jednak był świadomy tego, iż owe łzy miały gdzieś swoje źródło i coś ją niepokoi do tego stopnia, że udało jej się zrzucić naturalną skorupę i wampirzą nieczułość i dać upust emocją. Wyciągnęła dłonie w jego stronę i wtuliła się w szeroką pierś mężczyzny. Jak do tego doszło? Od kiedy dzieli się emocjami i troszczy się o wrogów. Od kiedy z nimi sypia?! A jednak... Ta chwila była magiczna, pełna zrozumienia i akceptacji jakiej nie dostał od nikogo. Wiecznie samotny i zdany na siebie mógł zatrzymać się na moment i poprzez milczenie podzielić się z kimś głęboko schowaną duszą i czuć, iż owa osoba to docenia oraz pragnie tego samego. Zwróciła ku niemu swą smukłą twarz dzięki czemu mógł dostrzec delikatnie zaróżowione policzki i apetycznie uchylone usta. Pewnie myślała , że całkowicie zabiła jego pożądanie. Myliła się. Była jak mała zagubiona dziewczynka, która potrzebuje kogoś na kim może położyć choć trochę swych życiowych trosk albo kogoś kto pomoże jej zapomnieć na chwilę o codzienności, szarości dnia a jednocześnie była nieziemsko seksowna. Poczuł jej usta na torsie co spowodowało drżenie jego ciała do tego stopnia, iż odrzucił głowę i przygryzł wargi by nie jęknąć z rozkoszy. Podejrzewał nad czym tak ubolewała. W świetle dnia rzeczy wyglądają inaczej i prędzej czy później będą musieli się pożegnać. Nie ważne jak bardzo będą siebie pragnąć. Taka jest kolej rzeczy i wiedział o tym lecz aktualnie chciał zapomnieć. Więc gdy tylko jej usta dotknęły jego warg oddał pocałunek z pasją jakiej się po sobie nie spodziewał. Dalej wszystko potoczyło się w zawrotnym tempie. Trzask rozpinanego zamka, jego jensy na podłodze jakieś dwa metry dalej, dłonie mężczyzny dosłownie na każdym centymetrze ciała kobiety i przyspieszone dwa oddechy choć jedno z nich nawet nie musiało oddychać.
- Chcesz tego? - spytał ostatni raz by się upewnić. - Potem nie będzie już odwrotu. - stwierdził pół serio pół żartem.
Wszystko zastygło na moment. Potem przytaknęła głową i drapieżnie ukąsiła go w ucho. Nie potrzebował już niczego. Bez obaw pozbył się bielizny i objął ramionami także już nagą kobietę. O to co zdarzy się rano będzie się martwił później a cokolwiek by to nie było jest tego warte.
______________________________
o matyldo, napisałam ! Adu cała twoja, wróciła mi wena WESOŁYCH ŚWIĄT ROBACZKI <3
Rasa: Wampir
BFF: Lizz, Lili i Odd
Ekwipunek: Telefon, mp3, notatnik, fiolki z werbeną
Ubiór: bokserka, czarne podziurawione legginsy, martensy w kwiecisty wzór, masa bransoletek i naszyjnik.
Rodzaj spożywanej krwi: ludzka
♥: William Kretyn II
Wiek: 100 Dołączyła: 06 Lis 2011 Posty: 304 Skąd: Lille/ Mystic Falls
Wysłany: 2011-12-25, 13:56
|omińmy to, bo są święta i nawet nie PRZYSTOI, bądźmy grzecznymi dziećmi -.-|
_________________
Myśli, tłok obrazów i wspomnień przewijały się przez moją podświadomośc, niemal całą noc. Nie było mi dane nawet zmrużyć oka. Nie musiałam długo czekać na nadejście poranka. Byłam zbyt zajęta kalkulowaniem nieodległej przeszłości, by tracić czas na liczenie godzin. Szeroko otworzonymi oczami wpatrywałam się w nieokreślony punkt.
Niewątpliwie, to było jedno z najpiękniejszych doznań w moim życiu,a już bezapelacyjnie coś wyjątkowego i niepowtarzalnego. Wciąż przywoływałam obrazy ubiegłej nocy, by zatrzymać je jak najdłużej, by nigdy ich nie zapomnieć. Moje usta wyginały się w gorzki uśmiech, z każdym razem, gdy przed oczami widziałam Francisa, dzielącego ze mną nieodparte pożądanie i pasję. Przecież jeszcze miałam go przy sobie. Czułam ciepło bijące od jego jeszcze rozgrzanego ciała, obok mnie,czułam jego dłonie, spoczywające na moich biodrach. Spał tak spokojnie. Przecież to nie musi cokolwiek dla nas znaczyć. Za kilka godzin rozstaniemy się. Kto wie, czy jeszcze coś takiego się powtórzy. Kto wie, czy się spotkamy. Świat był okrutny, szczególnie dla nas. Choć tak na prawdę nie wiedziałam co on czuje.
***
Leniwie otworzyłam ciężkie powieki. Udało mi się zasnąć na pół godziny, co było tak wielki sukcesem. Delikatnie wywinęłam się z jego uścisku, na co on odpowiedział cichym mruknięciem. Zaśmiałam się pod nosem, widząc go walającego się po zwolnionym już przeze meni łóżku i szukającego sobie wygodnej pozycji. Westchnęłam cicho, zbierając z podłogi elementy mojej garderoby. Pospiesznie się ubrałam, i już miałam wychodzić, gdy coś pokusiło mnie o rzucenie na niego ostatniego spojrzenia. Nie mogłam tak po prostu zniknąć.. To byłoby za bardzo do mnie podobne. A przecież przy nim wale nie byłam tą samą Aud. Z lekkim uśmiechem podeszłam do łóżka, kucając tuż przed nim. Podpierając się dłońmi o materac, dosięgnęłam ustami jego warg, całując go delikatnie. Byłam cholernie ciekawa jego reakcji.. O ile się obudzi.
Chyba moje "budzenie" przyniosło sukces. Kilkakrotnie zamrugał, patrząc na mnie z delikatnym uśmiechem. Nie chciałam pozostać mu dłużna, więc wysiliłam się na olejną dawkę serdeczności.
-Dzień dobry- powitałam go, wlepiając wzrok w jego oczy.
Chyba zdziwił się widząc mnie już w pełni ubraną. Przygryzłam lekko dolną wargę, podpierając brodę, na spoczywających na materacu dłoniach. Nie potrafiłam zażegnać uśmiechu, który wkradał się na moje usta, gdy tylko widziałam tego mężczyznę. Co on z Tobą zrobił, mała Aud?
-Przepraszam, ze Cię obudziłam. Nie chciałam się wymykać jak.. - zmarszczyłam czoło, szukając odpowiedniego słowa- kobieta lekkich obyczajów..
Momentalnie się wyszczerzyłam, kalkulując głupotę, jaka zawarta była we wcześniej wypowiedzianym przeze mnie zdaniu .
-Będę się zbierać - oświadczyłam, a przez twarz Franka przemknął wyraźny grymas niezadowolenia. Ciekawość dalszego rozwoju wydarzeń wzbierała we mnie falami. Czekałam z niecierpliwością na jego reakcję, na jego dalszy ruch. Tak strasz nie chciałam odchodzić.
___________
głupie, krótkie i bez sensu.. -.- BAJO I WESOŁYCH <3
powracam, pisałam i chciałam zrezygnować ale jednak nie. robię to tylko dla ciebie <3
__________________________________________
Leżał na łóżku z szeroko rozpostartymi ramionami i wsłuchiwał się w szum jaki wydaje woda lecąca spod prysznica. Obrazy z ostatniej nocy przesuwały mu się przed oczyma w zastraszającym tempie wywołując zupełny mętlik. To czego się dopuścili powinno być karalne jednak mężczyzna nie żałował ani jednej minuty spędzonej z Audrey. Teraz raczej zastawiał się co dalej. Podniósł się i delikatnie zsunął z siebie kołdrę chcąc bezszelestnie wymknąć się do kuchni po kubek kawy i świeższe myli. Ruszył na palcach w kierunku drzwi myśląc nad jedną rzeczą, która go niezmiernie ciekawiła. Mianowicie chodziło o to nagłe, niespodziewane przebudzenie dawno uśpionych uczuć. Generalnie coś musiało być na rzeczy, że dziewczyna postanowiła dać im upust właśnie w tamtej chwili. Mimowolnie zaczął się zastanawiać nad tym jak dalej potoczą się ich losy. Tak, ICH. Bo czy chcieli czy nie mieli coś wspólnego. Kątem oka zauważył ruch przy schodach i sekundę potem Audrey stała naprzeciw niego opierając się o marmurowy blat. Była to dość niecodzienna scena. Wampirzyca w domu łowcy ubrana w męską koszulę, która nie zasłaniała wiele, więcej, intrygowała jeszcze bardziej oraz on, zaskoczony a jednocześnie pożerający ją wzrokiem z kubkiem kawy w dłoni. Wspomnienia natarły z jeszcze większą mocą. Jej dłonie wplątane w jego włosy, usta chłopaka ciasno przylegające do szczupłego brzucha dziewczyny, dwa ciała splecione ze sobą w szaleńczym tańcu... Otrząsnął się szybko i uśmiechnął mało przekonująco.
- Głodna? - gdy tylko usłyszał swoje własne pytanie zrozumiał jak idiotyczne ono było. - Znaczy się...
Przerwała mu gestem dłoni i pokręciła głową z rozbawieniem malującym się na twarzy. Wyglądała jak anioł w jasnym świetle poranka. Skąpane w promieniach słońca nogi wydały mu się jeszcze szczuplejsze i pociągające. Złapał się nad tym, iż zaczął kombinować jakby tu znowu znaleźć się w sypialni i to w jak najbardziej wymyślnych pozycjach. Nie mógł powstrzymać własnych myśli i poddał się zniechęcony własnym zauroczeniem ową kobietą. Co takiego miała w sobie? Oczywiście sama jej wampirza natura miała wiele do zaoferowania (przekonał się o tym wczoraj w nocy) lecz było w niej coś innego. Coś co pozwalało się zatrzymać i odetchnąć a zarazem doprowadzało do białej gorączki. Mimo iż zwalczał takich jak ona przestało mu to już przeszkadzać.
- Myślę, że śniadanie może poczekać. - stwierdził i podszedł do lekko zaskoczonej dziewczyny. Skoro została tak długo, może zostać jeszcze trochę.
Rasa: Wampir
BFF: Lizz, Lili i Odd
Ekwipunek: Telefon, mp3, notatnik, fiolki z werbeną
Ubiór: bokserka, czarne podziurawione legginsy, martensy w kwiecisty wzór, masa bransoletek i naszyjnik.
Rodzaj spożywanej krwi: ludzka
♥: William Kretyn II
Wiek: 100 Dołączyła: 06 Lis 2011 Posty: 304 Skąd: Lille/ Mystic Falls
Wysłany: 2012-01-05, 21:14
-.- gahahahahah, siła perswazji. <3
_____________________________
-Głodna?- zapytał, po czym przez jego twarz przemknął lekki grymas –Znaczy się…
Uśmiechnęłam się delikatnie i powstrzymałam go gestem dłoni. Nie chciałam wprawiać go w zakłopotanie. Przecież nie zmienię tego kim jestem. Nikt nie jest w stanie tego zmienić.
-Czy tak doświadczony łowca nie wie, że PRAWDZIWE wampiry mogą jeść takie same posiłki jak ludzie? Chyba za dużo inspiracji „Zmierzchem”…- stwierdziłam z lekko kpiarskim uśmiechem na twarzy.
Frank wyraźnie lekko się zmieszał. Mimo wszystko, ruszył powolnym krokiem w moją stronę.
- Myślę, że śniadanie może poczekać.
Wciąż przyglądałam się mu badawczo, po czym mój wzrok spoczął na jego głębokich oczach. Mężczyzna zatrzymał się tuż przede mną. Powoli wyciągnęłam z jego dłoni kubek z kawą. Zaśmiałam się delikatnie, widząc jego reakcję. Upiłam łyk gorącego płynu, po czym ostawiłam naczynie na kuchenny blat. Cholera, przecież już mnie tu powinno nie być. W ogóle nigdy nie powinnam się tu pojawić! A już na pewno nie w takiej roli. Ale czy teraz miałam jakieś wyjście? Zaplątałam się to i ewentualne próby ucieczki zacieśniły by tylko więzy. Zupełnie nie wiedziałam co mam teraz zrobić. Nie wiedziałam dobrego wyjścia z tej sytuacji. Ale czy nie mogę przez chwilę dać się ponieść? Robić to, czego nigdy w życiu bym nie rozbiła? Dlaczego mam się hamować przez całe życie?
Zupełnie nie myśląc co robię, maksymalnie zmniejszyłam odległość między nami. Wspięłam się na palcach, dosięgając ustami jego warg. Pocałowałam go delikatnie, po czym zrobiłam mały krok do tyłu czekając na dalszy rozwój sytuacji. Uśmiechnęłam się zadziornie patrząc na niego spode łba.
-Ale śniadanie to najważniejszy posiłek dnia...- stwierdziłam przechylając lekko głowę. Co będzie dalej? Co przyniesie jutro? Na pewno trudno nam będzie zapomnieć chwile spędzone sam na sam. Namiętne pocałunki, przyspieszone oddechy i wzburzona krew. Materiał do kolejnego romansidła. Ale co działo się w nas? Co tak naprawdę sprawiało, że nie potrafimy się rozstać? Co kazało nam się spotkać? Tyle pytań, na które obecnie nie znałam odpowiedzi. Tyle zagadek. Ale ja chciałam żyć, tak jak chcę i w tym momencie nikt nie był w stanie odebrać mi tej władzy. Wszystko co mogło się teraz stać, było jak najskrytsze marzenie, które miało się właśnie spełnić. A marzenie to było tak głęboko skrywane w mojej wampirze naturze, że sama nie wiedziałam, że istnieje. Wydawałoby się, że jest idealnie. Nie.. Prawda jest taka, że gdyby nie pożądanie, które narodziło się między nami, wszystko mogłoby być w porządku. Teraz czeka nas nieustanna walka między uczuciami a rozsądkiem. Ukrywanie się, duszenie w sobie emocji. Ponowna ucieczka między tym, co jest ponad nami. Ale ja po prostu nie potrafiłam się dłużej hamować.
Co nim kierowało? Pożądanie, pragnienie bliskości, może zwykła ciekawość? Czy to mieszanka uczuć sprawiała, iż wydawała mu się najpiękniejszą istotą jaka kiedykolwiek stąpała po ziemi czy faktycznie nią była? To co teraz odczuwał było wynikiem jakiegoś wielkiego nieporozumienia, czaru? Odgarną niezauważalnie drżącą dłonią niesforny kosmyk z jej jasnego czoła i pochylił się by ucałować zaróżowione usta. Nie było w tym gwałtowności, która towarzyszyła im podczas każdej sekundy ostatniej nocy lecz słodka zapowiedź pełnego zaufania i zrozumienia. Nawet nie zdążył zauważyć kiedy ich relacje tak się zmieniły. Mówią, iż nienawiść i miłość dzieli bardzo kruchy mur. Nie był pewien czy była to miłość ale z pewnością było to coś. Objął ją delikatnie i oparł policzek o jej jasne czoło przymykając powieki całkowicie spokojny i niespodziewanie wyciszony. Cały świat jakby zwolnił a jedyną rzeczą, jaka się teraz liczyła byli oni. Oczyma duszy widział siebie trzymającego kobietę w ramionach, w jasnych promieniach poranka, stojących pośrodku kuchni, otoczeni aromatycznym zapachem świeżo zrobionej kawy niby ciepłym kokonem i to przejmujące poczucie bezpieczeństwa. Jednak wiedział, że już niedługo będą musieli się pożegnać i stanąć twarzą w twarz z realiami szarej codzienności. Co będzie dalej? Dwa zupełnie odmienne, wykluczające się osobowości a na domiar złego dwie rasy toczące ze sobą odwieczną walkę. Czy jest miejsce dla jakiejkolwiek pozytywnej relacji między nimi? Zacisnął mocniej powieki próbując odgonić przytłaczające myśli i cieszyć się chwilą. Uniósł lekko głowę i spojrzał w dół prosto w głębokie, bystre oczy kochanki.
- Wiesz co teraz będzie? - zadał wbrew sobie to ciągle nurtujące go pytanie. Popatrzyła na niego spod długich rzęs i potrząsnęła przecząco głową w zamyśleniu.
Pochylił się ponownie i pocałował ją w usta z pasją, jakiej się po sobie nie spodziewał. Była w tym zawarta zarówno bolesna tęsknota, która nigdy się nie skończy jak i płomienna namiętność.
- Frank! – wyszeptała gorączkowo, ujmując jego twarz w swoje dłonie. Uśmiechnął się powalająco, kiedy patrzyła mu prosto w oczy. W tej chwili ten niebieski ocean należał do niego. Nie ważne co myślał do tej pory… Nie ważne co kiedyś będzie myślał… Jones szczerze wątpił, aby kiedykolwiek wypowiadała imię kogokolwiek w taki sposób w jaki przed chwilą wypowiedziała jego. Z tej świadomości płynęła ogromna satysfakcja.
____________________________
good, coraz krótsze to :| następne będzie długaśne, obiecuję <3 (wybacz za to, że wcisnęłam twoją wypowiedź ale no... nie wiedziałam co dodać )
Rasa: Wampir
BFF: Lizz, Lili i Odd
Ekwipunek: Telefon, mp3, notatnik, fiolki z werbeną
Ubiór: bokserka, czarne podziurawione legginsy, martensy w kwiecisty wzór, masa bransoletek i naszyjnik.
Rodzaj spożywanej krwi: ludzka
♥: William Kretyn II
Wiek: 100 Dołączyła: 06 Lis 2011 Posty: 304 Skąd: Lille/ Mystic Falls
Wysłany: 2012-01-08, 17:07
Przepraszam, ze piszę,a le w sumie na tej wojnie nie odgrywam ważnej roli. Uznajmy, ze mnie jeszcze tam nie ma. ;> A Kenijq, nie liczy się ilość a jakość, a jakość masz pierwsza klasa <3
________________________
Z każdym razem, gdy jego usta dotykały moich drżałam bardziej. Wiesz co teraz będzie? Powtórzyłam jego pytanie w myślach starając się na nie odpowiedzieć. Nie wiem, ale wiem co byłoby dla nas najlepsze, najprostsze.. Najbanalniejszym dla nas wyjściem było by życie takie, jak przed spotkaniem, jak przed tą upojną nocą. Ale czy byłam jedyną, która wiedziała, że to niewykonalne? Byłam pewna, że oboje chcielibyśmy wybrać to wyjście, wybrać i starać się zrealizować. Nie odpowiedziałam na jego pytanie, nie chcąc, by moje słowa zburzyły wszystko, co razem zbudowaliśmy. W tym momencie dał mi świadectwo o swoich intencjach. Jego delikatność i czułość uświadomiły mnie, że boli go to równie mocno jak mnie. Ujęłam jego twarz w dłonie, zaglądając głęboko w jego oczy, jakże zmartwione.
-Frank..- Wypowiedziałam jego imię z obcą mi dotąd pasją.
-Czy nie powinniśmy tego zakończyć w tym miejscu? - Zapytałam wziąć patrząc w jego oczy. Nie wierzyłam w to co mówię. Co mną kierowało? Wygoda? Chęć uwolnienia się od samej siebie i od niego? - Musimy się zastanowić, czy chcemy dopuście do tego, by zaszło to za daleko, by nie było odwrotu. Teraz jeszcze mamy szansę to odkręcić.
Mój głos przepełniony był smutkiem. Chciałam by zaprzeczył, byśmy dalej tonęli w tym beznadziejnym romansie. Spuścił wzrok głęboko się nad czymś zastanawiając. Zaraz przyzna mi racje.
Nie potrafiłam czekać. Podeszłam do niego, wsuwając ręce pod jego pachy. Wtuliłam twarz w jego tors wbijając wzrok w nieokreślony punkt. Upajałam się rytmem jego serce, które teraz było wyraźnie przyspieszone. Nie odezwał się, tylko przycisną mnie do siebie całując moje włosy. Czyżby to oznaczało pożegnanie. Ja znałam lek, dla niego i dla siebie. Wymaże mu pamięć a swoje uczucia uśpię, jeśli oboje podejmiemy taką decyzję. Zacisnęłam powieki, przylegając do niego całym ciałem. Czy nie powinniśmy postąpić asekurancko i zakopać za sobą przeszłość? Zapomnieć? Potrzebowałam znaleźć w nim oparcie, pragnęłam by pomógł odnaleźć mi odpowiedź na te wszystkie niewiadome. A może po prostu powinnam uciec?
Może nie cierpiał by tak mocno jak ja. Ale ja wyłączyłabym tęsknotę i troskę, więc pewnie mało obchodziło mnie to co on czuję.
Znieruchomieliśmy zaczarowani tą piękną a za razem przesączoną smutkiem chwilą. Dlaczego tak trudno było nam powiedzieć sobie „żegnaj”. Traktowaliśmy to wszystko zbyt poważnie, a najgorsze było to, że w pewnym momencie straciliśmy kontrolę nad całą sytuacją. Kierowaliśmy się pożądaniem, odkładając na bok rozsądek i realizm. Chyba oboje byliśmy równie przerażeni powagą, jaką przybrała ta sprawa. Czy byliśmy gotowi na obciążenie jakie niosły za sobą uczucia, lub ból, który mogło przynieść rozstanie?
Oderwałam się od niego, a on spojrzał na mnie z troską, którą zaskoczył nawet sama mnie. Czy to znaczyło, ze zaraz się ze mną pożegna. Już otworzył usta, by coś powiedzieć, a ja przerażona ewentualną sugestia rozłąki, momentalnie wspięłam się na palce, uciszając go jednym z najbardziej namiętnych pocałunków. Całowaliśmy się łapczywie i dziko. Francis uniósł mnie lekko nad ziemia, po czym oplotłam go w pasie, przyciągając jego twarz do mojej. Mężczyzna posadził mnie na kuchennym blacie , błądząc dłońmi po moim ciele.
-Błagam, tylko nie przyznawaj mi racji – wysapałam, próbując zaczerpnąć oddech.
Prawda była tak, iż nie wiedział co przyniesie jutro. Mimo wszystko dalej brnął w tą nierealną, aczkolwiek niestosownie prawdziwą bajkę bez barier moralnych.
- Błagam, tylko nie przyznawaj mi racji. - szept zagłuszany przez przyspieszony oddech wyrwał się z jej na wpół otwartych ust. Nie chciał... Ale musiał.
Ktoś powinien zatrzymać to uczucie, które rosło w nim od momentu kiedy zobaczył ją po tak długim okresie zapomnienia. To tak jakby cały świat nabrał w jednej chwili kolorów i sensu a w drugiej spadł mu na barki niczym kamienie. Znał siebie i znał pewne zasady etyczne jakie powinna posiadać każda myśląca istota. On w ciągu ostatniej doby złamał chyba wszystkie. Jednak nadal błądził obiema dłońmi po jej kruchym acz silnym ciele i delektował się jedwabistą skórą wampirzycy. To on z upodobaniem wciągał jej nieziemski zapach w nozdrza i z pasją scałowywał słodycz z warg urodzonej morderczyni. Mówią, iż przeciwieństwa się przyciągają lecz zarówno on był łowcą jak i ona. Różnica polegała na tym, że stali po obu stronach nieprzebytej rzeki czy raczej najgłębszego morza patrząc na siebie z pożądaniem a tymczasem ich powinnością jest podrzynanie sobie gardeł. Nie wątpił ani przez chwilę, iż była inteligentna i oczytana ale wiedział, że kiedy zapada noc jest bezwzględną i opętaną rządzą mordu bestią. Oderwał swoje usta od niej aby spojrzeć kobiecie głęboko w oczy, próbując dojrzeć tą mroczną stronę. Nie widział nic oprócz niecierpliwego wyczekiwania i swego rodzaju zrozumienia, jakby czytała mu w myślach. To nie tak, że on był lepszy. Sam zatracał się w przyziemnych przyjemnościach i czerpał satysfakcję z zabijania swoich wrogów. Kiedyś widział w tym cel, wyzwolenie. Teraz, przy niej, czół jak wszystkie jego ideały palą się na stosie a zarazem wyzwalają go od pewnej reguły, pozwalają patrzeć szerzej. A co jeśli świat się pomylił? Jeśli było inne wyjście? Jeśli wszystko to co dotychczas robił i myślał wcale nie było prawdziwe?
Ujęła delikatnie jego twarz w dłonie i ponownie pocałowała w usta, ponawiając swego rodzaju zaproszenie. Chciał. Tylko Bóg wie jak bardzo chciał. Ale wiedział też, iż powinni mieć wybór. Teraz i tutaj, pochłonięci sobą i przesiąknięci wspomnieniami poprzedniej nocy nie dali sobie nawet szansy.
Chwycił ją za nadgarstki i powoli odciągnął od swojej twarzy. Spojrzała na niego zaskoczona a po chwili pojawiło się na niej zrozumienie. Zmarszczyła lekko brwi jakby zastanawiając się nad końcem tej opowieści.
- Chyba nadszedł czas się pożegnać. - wydusił z zaciśniętym gardłem. Nie wierzył w to co mówi. Mogło być tak pięknie a on musiał postąpić właściwie, jeśli w ogóle było to właściwe. Toczył niemą walkę wewnątrz siebie. O co? O uczucie, którego nie znał? O prawdę, która znikła gdzieś za zakrętem i której nie mógł rozróżnić od kłamstwa? Odsunęła się od niego i spojrzała w bok chowając się za kurtyną ciemnych loków. Stali tam w tym samym świetle poranka co przed chwilą ale czół się tak, jakby byli zupełnie w innym miejscu i czasie.
Nie chcę... Ja nie chcę. - wyszeptał i poczuł się nagle tak, jak czuje się osoba mówiąca coś intymnego do nieznajomego. Ani drgnęła, zamknięta w swoim własnym świecie, bijąca się z myślami. - Audrey, słyszysz mnie?
Dotknął dłonią lodowatego policzka wampirzycy i spróbował ponownie uchwycić spojrzenie długowłosej. Napotkał opór i jakby niechęć.
- Błagam Cię, porozmawiaj ze mną. - jęknął przerażony, iż jego bezczelne myśli zerwały więź jaka między nimi się ukształtowała. - To jest właściwe, przecież wiesz. Daj sobie trochę czasu... - westchnął ciężko i przymknął powieki. - Zaklinam cię, daj nam szansę przetrwać.
______________________________________
Dobra, ryczę jak bóbr! Ale lubię to ;x Lubię pożegnania a jeszcze bardziej powroty
Rasa: Wampir
BFF: Lizz, Lili i Odd
Ekwipunek: Telefon, mp3, notatnik, fiolki z werbeną
Ubiór: bokserka, czarne podziurawione legginsy, martensy w kwiecisty wzór, masa bransoletek i naszyjnik.
Rodzaj spożywanej krwi: ludzka
♥: William Kretyn II
Wiek: 100 Dołączyła: 06 Lis 2011 Posty: 304 Skąd: Lille/ Mystic Falls
Wysłany: 2012-01-15, 11:12
Always- Panic! at the Disco
-Błagam Cię, porozmawiaj ze mną. – jękną przerażony moją reakcją. Musiałam przekalkulować wszystkie jego słowa. Nie mogłam go winić. Cholera jasna, przecież sama to zasugerowałam. Zacisnęłam mocniej powieki zakrywając twarz włosami. Przecież oboje wiedzieliśmy , że tak będzie lepiej, więc czy musieliśmy cierpieć z tego powodu? Wreszcie będziemy mogli normalnie funkcjonować, wrócić do naszej dawnej , niekoniecznie wesołej bajki, ale będzie nam łatwiej. Skończymy z nieustannym oszukiwaniem się, że stać nas na więcej. Zrobiłam maleńki krok do tyłu, po czym uniosłam lekko głowę, by uświadomić go, że ze mną wszystko w porządku. Tak naprawdę miałam ochotę wykrzyczeć mu wszystko w twarz! Po co chciał spotkać się w tym cholernym barze? Dlaczego wylądowaliśmy w łóżku, a w końcu dlaczego tak na mnie patrzy? Rozsypywałam się, pocieszając się jedynie tym, że nie musi to dla mnie nic znaczyć. Zapomnę. Postaram się. Ugh, to koniec… Wreszcie? Czy poczułam ulgę?
-W porządku. Przecież sama to powiedziałam. Tak będzie lepiej. Wezmę tylko rzeczy i się wynoszę.- Wybąknęłam zdobywając się na delikatny uśmiech. Chyba moim celem było pokazanie mu, ze to nic dla mnie nie znaczyło. Ale czy to miało jakikolwiek sens po tym co daliśmy sobie ostatniej nocy i dzisiejszego ranka? Mimo wszystko miałam nadzieję, że mi uwierzy, choć ja sama sobie nie wierzyłam. Nie wierzyłam, ze będę w stanie przekroczyć próg tego mieszkanie i już nigdy do niego nie wrócić. Jestem wystarczająco silna. Dlaczego moje serce przybrało wagę pokaźnego kamienia, lądując u samego dołu mojego żołądka, raniąc każdą komórkę mojego ciała?
Przecież go nie kochałam. Nie kochałam? Nie… Jak mogłam go kochać? Przecież prawie się nie znamy. W ogóle jakim cudem Audrey Louvlles mogłaby kogokolwiek pokochać? Rzuciłam mu jeszcze jedno sztuczne spojrzenie i wywinęłam się z zasięgu jego wzroku. Chwyciłam moje rzeczy i ruszyłam w stronę drzwi.
-Francis.. – zaczęłam nieśmiało, nie pewna czy powinnam skończyć. –Mogę Cię o coś prosić?
Mężczyzna ulokował na mnie swoje bystre spojrzenie. Dlaczego on musi być taki seksowny, dlaczego musi być taki pociągający, dlaczego nie chcę wychodzić, dlaczego jest tak cholernie dobry w łóżku? Przełknęłam głośno ślinę, zaciskając dłonie w pięści. Frank nieśmiało pokiwał głową.
-Usuń mój numer, wyrwij kartkę z notatnik , na której masz zapisany mój adres. Nie dzwoń.. Błagam, na Boga nie dopuśćmy, żeby to się powtórzyło. Gdybyś tylko nie pił werbeny litrami.. Najchętniej pomogłabym ci zapomnieć- Przymknęłam powieki szukając w sobie siły na wypowiedzenie dalszych słów. –Nie chcę, by przeze mnie ucierpiały twoje priorytety i ambicje zawodowe, jeśli odczujesz potrzebę spełnienia się, możesz nawet mnie zabić. Nie gwarantuję, że nie będę się bronić- zaśmiałam się gorzko głęboko zaczerpując powietrza.
-Przepraszam, za to co teraz czujesz. O ile coś czujesz, a wierzę, ze tak. Przepraszam i dziękuję. –Wyszeptałam znikając za drzwiami jego mieszkania. Zbiegłam po schodach, zakładając w biegu płaszcz. Wulkan emocji w moim ciele był gotowy do wybuchu, ja natomiast wszystkimi siłami starałam się go uciszyć.
// gdzieś
______________________________
dobra, żałosne mi to wyszło!
Ostatnio zmieniony przez Audrey Louvlles 2012-01-15, 19:15, w całości zmieniany 1 raz
Francisco Jones [Usunięty]
Wysłany: 2012-01-15, 18:53
Przepraszam...
Przepraszam...
Przepraszam...
To słowo wywołało burzę gdzieś w okolicach jego szybko bijącego serca. Ten życiodajny narząd szamotał się niczym ptak zamknięty w klatce, praktycznie miażdżył żebra. Z trudem wciągnął powietrze i oparł się o ścianę powoli osuwając na podłogę. Ta decyzja była dziecinnie łatwa jak i niesamowicie trudna i bolesna w konsekwencjach. Była tu. Jeszcze przed chwilą stali tu spleceni w uścisku i pełni nadziei, nadziei na to, iż jutro będzie łaskawsze niż mogliby oczekiwać. Okazało się jednak, że nie ma dla nich przyszłości. I bogu dzięki w czas zadali sobie z tego sprawę. Albo i nie.
Podszedł do blatu i z roztargnieniem dotknął zimnego kamienia przypominając sobie scenę, która rozgrywała się w tym miejscu jeszcze przed chwilą. Ogarnęła go wściekłość. Jak mógł do tego dopuścić? Jak mógł pozwolić jej odejść. W gniewie chwycił na wpół pełny kubek i rzucił o ścianę. Ciemny płyn rozprysł się napotykając przeszkodę i razem z odłamkami porcelany runął na podłogę. Jak w amoku ruszył na górę i po kolei wciskał się w byle jakie ubrania. Smutek i tęsknota zamieniła się w istną wściekłość. Na siebie samego i na decyzje, których namnożyło się ostatnimi czasy. Już ubrany zbiegł po schodach na dół i rzucił się drzwi chwytając prędko kluczki. Nie był pewny czy zamknął drzwi lecz nie dbał o to. Musiał jak najszybciej udać się w ciche miejsce gdzie będzie mógł pomyśleć i przekonać siebie samego, iż nie oszalał.
_________________________________________
ah wyszło ci o wieeele lepiej niż mi :|
Nie możesz pisać nowych tematów Możesz odpowiadać w tematach Nie możesz zmieniać swoich postów Nie możesz usuwać swoich postów Nie możesz głosować w ankietach Nie możesz załączać plików na tym forum Możesz ściągać załączniki na tym forum